
Czy warto się tam wybrać? Nie ujrzymy przecież największej perły siedleckiej stacji przedwojennego dworca autorstwa Adolfa Gancwol-Ganiewskiego. Nie spróbujesz. Nie zobaczysz. Nie będziesz wiedział - pomyślałem i pewnego wrześniowego dnia wybrałem się do Siedlec.
Z Warszawy do Siedlec przyjechałem Flirtem Kolei Mazowieckim. Trafił mi się ER75-014. Flirty KM kursują jako wahadła pomiędzy Warszawą, a Siedlcami w odstępach co godzinę. Pociągi nie narzekają na brak pasażerów, o czym mogłem przekonać się naocznie. Ponieważ Siedlce to stacja ogromna, więc zapakowałem do pociągu rower, aby zobaczyć co nieco więcej, a miałem tylko godzinę czasu.
To, że liczy się pierwsze wrażenie nie muszę nikogo przekonywać. Po dotarciu na miejsce pierwsze wrażenie nie było najlepsze: sterylna, czysta stacja w szaroburych kolorach z kilometrami siatki ogrodzeniowej rodem z hipermarketu. To jedno. Najgorsze, że ten kolejowy bezkres był prawie pusty. Gdzieś na horyzoncie kilkanaście wagonów. Przy peronach tylko jeden pociąg, którym właśnie przyjechałem. Szaro buro i ponuro jest może nieadekwatną charakterystyką tej stacji, ale tak to wtedy odbierałem. Może i pogoda, jaka wtedy panowała miała na to wpływ? Było chłodno, wietrznie, a szare barwy panowały na niebie.
Pasażerska część stacji Siedlce to dworzec kolejowy i trzy perony, w tym dwa perony dwu-krawędziowe i peron jedno-krawędziowy przylegający do budynku dworca.
Wsiadłem na rower i pojechałem wzdłuż ogrodzenia stacji i ulicami Kolejową i Torową, aż do miejsca, gdzie można było przejechać na drugą stronę stacji. Droga prowadzi pod wiaduktami, ale wiadukty jakby trochę wybrakowane, bo część z nich to tylko podpory oblicowane kamieniem. Po przejechaniu na drugą stronę stacji skręciłem na zachód, jadąc ulicą Składową. Pierwszą swoją wizytę z aparatem w Siedlcach potraktowałem jako rozpoznanie terenu "bojem". Pierwszą część zdjęć z tej wizyty zamieszczam poniżej.
cdn...
/ zdjęcia z 22 września 2016 roku /
0 komentarze